poniedziałek, 8 maja 2017

Dwadzieścia sześć


No i po majówce...szkoda.
W tym roku szaleństwa z mojej strony nie było bo pojechałam do Nowego Sącza (no bo gdzie indziej ja mogę jechać?). Wiadomo, że dla mnie każda okazja do spotkania się z M. to wielka radość i w ogóle skakanie ze szczęścia (kto się nie cieszy ze spotkań ze swoją drugą połówką? ręka w górę). Ten czas z Mateuszem jak zawsze zleciał mi za szybko. W całym tym związku chyba najbardziej nie lubię właśnie tego uczucia, gdy spędzam z nim czas nie ważne czy weekend czy tydzień a mam wrażenie jakby była to tylko krótka chwila. Większość mojego pobytu spędziliśmy w domu (nie licząc wypadów do pobliskiego sklepu i jednego dnia gdzie zrobiliśmy rundkę po większości marketów) bo pogoda była średnia. W ostatni dzień kwietnia Mateusz zabrał mnie na spacer po Nowym Sączu. Zjedliśmy lody (które w sumie nie były takie złe, ale i tak wolę świderki), posiedzieliśmy trochę na rynku, potem zabrał mnie na karuzele, na którą wcale nie chciałam iść, plątaliśmy się po rynku aż kupił mi balona a potem poszliśmy na pizzę i pod zamek. Balona dostałam albo dlatego bo Mateusz jeszcze nie do końca ogarnia kiedy sobie żartuje a kiedy nie albo dlatego bo lubi wydawać pieniądze na pierdoły. Patrząc na mnie stwierdził, że jeszcze nigdy nie widział we mnie takiego szczęścia małej dziewczynki, że dla tego widoku może wydawać pieniądze. To oznacza, że dostanę kolejnego kucyka Pony? Majówka rozpoczęła się ładną pogodą dlatego wiedziałam, że zostanę wyciągnięta na spacer i nie myliłam się. Znów byliśmy na lodach, znów chodziliśmy po rynku i plantach łapiąc pokemony i znów trafiliśmy pod zamek, gdzie próbowaliśmy zrobić sobie jakieś ładne zdjęcie. Gdy wróciliśmy czekał na nas grill, więc całkiem miło spędziliśmy ten dzień. We wtorek tylko leniuchowaliśmy i oglądaliśmy filmy, a w środę musiałam już wrócić do domu.
Tak ciężko było mi wrócić na uczelnie, myślałam nawet o tym żeby przedłużyć sobie weekend, ale niestety zajęcia na uczelni były ważniejsze. Przeraża mnie fakt, że zaraz jest już sesja a po wakacjach ostatni rok studiów (oczywiście mam nadzieję, że zdam i się obronię). 


Widać szczęście? Widać! 
Od psychologii zeznań i wyjaśnień chyba nie ucieknę ;c


Tyle się dzieje na w tym laboratorium!

Po długim krążeniu między regałami miejskiej biblioteki w moje ręce wpadły 2 książki, po które sięgnęłam żeby nie zanudzić się w trakcie podróży do NS, ale też byłam ciekawa książki Tess Gerritsen. Wyszło na to, że przeczytałam tylko 3 rozdziały bo potrzeba snu jednak ze mną wygrała, jednak nie poddaje się i gdy tylko trochę ogarnę sprawy szkolne na pewno do nich wrócę. 



Ktoś z was czytał? Jakie są wasze wrażenia?

8 komentarzy:

  1. Mieszkam w okolicach Nowego Sącza i często tam bywam. Miło spędziłaś majówkę. Trzymam kciuki za sesje!

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama znam to uczucie, że czas spędzony z chłopakiem nie dość że szybko mija to zawsze jest go mało.

    >> vanillia96.blogspot.com <<

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajnie spędziliście czas :)

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Majówka, majówka i po majówce - zleciało strasznie szybko :)
    www.wkrotkichzdaniach.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecudowne zdjęcia!! :)

    Chcesz dostać długopis z NIEWIDZIALNĄ ściągą? Więcej informacji w najnowyszm poście na moim blogu:
    KLIKNIJ TUTAJ

    Pozdrawiam, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam kiedyś w Starym Sączu, ale nawet nie wiem, czy to blisko tego Nowego :P Ja zaraz po majówce zaczęłam matury, więc Ty jeszcze nie masz źle :P Balon mega słodki :D
    Większość książek Gerritsen czytałam, ale Chirurga jeszcze nie. Serial o Rizzoli obejrzałam oczywiście od deski do deski ;)
    Pozdrawiam!
    olarey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś z 10 km chyba więc blisko. Jak to nie mam źle? A sesja? ;D

      Usuń

Nie bawię się we wspólne obserwację, jeśli spodoba mi się Twój blog to na pewno zaobserwuję :)